Wyzwanie

Aureon Vision publikowało naprawdę dobre teksty na stronie, która nie robiła im przysługi. Układ był generyczny, zdjęcia niespójne od materiału do materiału, a żadna wizualna logika nie spinała numeru w całość. Czytelnicy przychodzili po pojedynczy artykuł i wychodzili, nie wyczuwając, że jest wokół niego publikacja. Zespół odczuwał też napięcie po stronie produkcji: każdy nowy materiał był kierowany artystycznie od zera, co było wolne, kosztowne i niemożliwe do utrzymania w spójności.

Potrzebowali naraz dwóch rzeczy, które zwykle ciągną w przeciwne strony — wyrazistej tożsamości edytorialnej oraz systemu wystarczająco wydajnego, by tę tożsamość produkować w tempie działającej publikacji.

Podejście

Potraktowaliśmy kierownictwo artystyczne i inżynierię jako jeden problem. Najpierw powstał głos wizualny: wysokokontrastowa monochromatyczna paleta, mocna edytorialna hierarchia typograficzna oraz fotograficzny kierunek oparty na zdecydowanej geometrii i dramatycznym świetle. Spisaliśmy ten kierunek jako prawdziwy brief — nie moodboard, lecz zestaw reguł, jak fotografuje się, kadruje i zestawia obrazy z tekstem — tak by ten wygląd przetrwał produkcję różnymi rękami.

Następnie zbudowaliśmy stronę edytorialną jako system szablonów układu, a nie zestaw stron robionych na zamówienie. Każdy szablon zakodował reguły kierownictwa artystycznego: jak zdjęcie prowadzące siada względem nagłówka, jak cytaty wyróżnione przełamują kolumnę, jak długi materiał dawkuje swoje tempo. Efekt jest taki, że redaktor może opublikować nowy tekst wyglądający na celowo skierowany artystycznie, bez udziału dyrektora artystycznego. Spójność przestała zależeć od heroizmu i stała się domyślnym zachowaniem systemu.

Marka edytorialna jest tak silna, jak jej setny artykuł. System musi sprawić, by rutynowy materiał wyglądał równie przemyślanie co tekst z okładki.

Efekt

Przeprojektowana strona zmieniła sposób, w jaki zachowywali się czytelnicy. Średni odsetek doczytań do końca — udział odwiedzających, którzy dotarli do końca materiału — wzrósł do około dwóch i jednej trzeciej poprzedniej wartości, a wraz z nim rósł odsetek osób, które przechodziły do drugiego artykułu. Publikacja wreszcie czytała się jak publikacja, a nie luźny zbiór linków. Po stronie produkcji czas potrzebny na złożenie i wydanie nowego materiału drastycznie spadł, bo trudne decyzje kierownictwa artystycznego były już podjęte i wbudowane.

Aureon Vision wyszło z tego z głosem, który jest niewątpliwie ich, oraz z systemem wystarczająco zdyscyplinowanym, by go dalej produkować — czyli dokładnie z tym połączeniem, jakiego marka edytorialna potrzebuje, by przetrwać.

To równowaga, do której często wracamy: tożsamość i infrastruktura to nie osobne zadania. Wygląd bez systemu blaknie w ciągu kilku numerów; system bez punktu widzenia to tylko schludny szablon. Praca, która trwa, leży w obszarze wspólnym, gdzie mocna opinia o tym, jak rzeczy powinny się czuć, jest wbudowana w same narzędzia, które je produkują. To właśnie zamierzaliśmy dać Aureon Vision i to właśnie utrzymało spójność marki długo po tym, jak ją przekazaliśmy.

Następny case studyNorthpace — marka i web dla platformy dobrostanu →